Posty

Dwie Słowie

Robię plan i schemat działania na cały rok. Nie zamierzam co chwilę czegoś zmieniać, bo nie ma efektu po tygodniu czy dwóch. Różne mam przemyślenia i tezy, ale jedna jest przywoływana dość często: nie udało mi się do tej pory wytrwać w żadnym programie na tyle długo, aby zobaczyć efekty. Stąd brak rezultatu. I nieważne, czy to przerwana „dieta”, czy cykl przygotowań wytrzymałościowych; nieważne, czy to przerwa w wyniku przetrenowania i kontuzji, czy załamania woli, albo – no cóż – stanu nerwowego. Bo chyba trzeba mój stan z zeszłego roku nazwać po imieniu. Terapia, leki, praca nad wyjściem z lęku i depresji trwa, ale jestem już na tyle do przodu, aby układać i stabilizować sobie pewne rzeczy. Lekarze pomogli mi na tyle wyciszyć ADHD , abym dał sobie przestrzeń na bardziej holistyczne podejście do swojego zdrowia, formy fizycznej, ale też sylwetki, o której tak dużo tutaj mówię i która stała się celem na 2026 rok. Może ktoś inny nie potrzebuje tak złożonych, przemyślanych i policzon...

Co z tą transkrypcją na polski?

​W akronimie tego bloga mamy „T” jak technologia, ale ostatnio większość wpisów krąży wokół treningu i diety. No tak, przy ADHD te obsesje, ruminacje i dążenie do perfekcji to standard. Hiperfocus na jednym temacie napędza całe moje dorosłe życie, więc nie będę udawał na tym blogu, że jest inaczej. ​Możecie prześledzić we wcześniejszych wpisach, że przechodzę właśnie potężną migrację z macOS i iOS na ChromeOS i cały ekosystem Google. Hardware, na który wydałem mnóstwo pieniędzy przez ostatnie lata, idzie do wymiany (rozczarowanie jakiego doświadczyłem ekosystemem Apple przez ostanie tygodnie to długa historia). Nie potrzebuję już wielkiej lokalnej mocy obliczeniowej. Dane przechowuję cyfrowo, staram się je tak samo odbierać i wysyłać – w komunikacji z urzędami, kontrahentami czy pracownikami. Wszystkich namawiam, żeby szli w stronę cyfryzacji. ​Przechodząc na Androida i Pixela, szukam rozwiązań, których brakowało mi na iOS. Jednym z nich jest transkrypcja notatek głosowych. To właści...

ADHD i kompulsywne objadanie się

Można sobie planować. Można poukładać wszystko, zrobić fantastyczny plan w aplikacjach, policzyć makro – a i tak są inne problemy, które są realną przyczyną porażki. Trzeba to sobie powiedzieć wprost: kompulsywne objadanie się to domena ludzi z ADHD, obok innych uzależnień. Nie jest to przypadkowe. Istnieje masa badań i naukowej podpory wyjaśniającej, dlaczego u osób z ADHD mechanizm reakcji na nieuregulowane emocje i stres przybiera postać przejadania się. Nauka mówi tu o deficytach w układzie nagrody i poszukiwaniu dopaminy, której nam chronicznie brakuje. W moim przypadku to agresywne, wręcz prowadzące do autodestrukcji objadanie się. To kluczowa przyczyna, dla której nie mogę utrzymać prawidłowej kompozycji ciała, nawet jeśli waga jakoś tam się trzyma. ​Druga sprawa, nadrzędna i elementarna, która blokuje mnie przed sukcesem, to regeneracja. W momencie, kiedy jestem zmęczony i niedospany, podaż na węglowodany rośnie. Badania jasno wskazują, że deprywacja snu zaburza poziom leptyny...

Została "tylko" dieta

Główny temat, który muszę teraz przemielić, to dieta. Jeżeli dalej będzie to tak wyglądać, to nic z tego nie będzie. Waga stoi, tkanka tłuszczowa na brzuchu ani drgnie. Wygląda to po prostu kiepsko. Wszystko. Będę dążył do maksymalnego uproszczenia posiłków. Chcę ułożyć plan na kilka tygodni, w którym będę powtarzał dokładnie to samo. Zmierzę to, przygotuję w ten sam sposób i koniec. To powinno zmniejszyć friction przy wprowadzaniu danych do systemów – będę widział makro i to, jak na nie reaguję. ​Ciężko mi się za to zabrać. Nigdy nie udało mi się przygotować porządnego, tygodniowego planu. Zawsze coś: brak odpowiedniej aplikacji, zły kalendarz, cokolwiek. Przyjmę taktykę małych kroków: dzień po dniu modyfikowanie elementów, aż powstanie solidna baza. Czas mija, a ja znowu skupiłem się na nowych zabawkach – mózg ma zajęcie, ale do celu mnie to nie przybliżyło. ​Nadrzędna teza: totalne uproszczenie systemu. Kilka zagadnień, zero rozpraszaczy. Trzeba mniej jeść, więcej ćwiczyć, więcej...

Cele na 2026 rok

Dalej przyświeca mi idea upraszczania wszystkiego, co się da. Oczywiście bez tracenia płynności i satysfakcji z działania. To nie ma skończyć się ascezą i wyprzedażą rzeczy, które są mi po prostu potrzebne, które lubię lub sprawiają mi radość. To będzie motyw przewodni dla jednego z najważniejszych prywatnych projektów w 2026 roku. Simple Life – taka nazwa robocza pojawiła mi się w głowie. Mam kilka bardzo prostych wytycznych dla tego projektu. Redukują one do minimum analysis paralysis i trwającą bez końca pracę nad systemami „produktywności”, które w efekcie nie służą niczemu innemu, jak zaspokajaniu wewnętrznej żądzy tworzenia. To typowe dla ADHD: tworzenie dla samego tworzenia, wyrafinowana forma prokrastynacji. Ma się wrażenie robienia czegoś, co już zaraz pchnie tematy do przodu, a kończy się na kopiowaniu zaległych zadań i niespełnionych marzeń (projektów, zamierzeń, wstaw sobie dowolne). Simple Life jest też pomostem w kierunku Healthier Life w wymiarze zdrowia psychicznego. Ba...

Są różne pomysły na wolny dzień

Siedzę i próbuje zwalczyć opór w napisaniu tych kilku słów, i co Ciekawe nadal ma za dużo rzeczy i zdarzeń które mogły by tu znaleźć swoje miejsce i rozwinięcie. Myślę o tym dość długo, dobrze mi się myśli, konstrukcje powstają i dywergencja ma sie świetnie krążąc i drążąc bardzo daleko. Na koniec dnia jednak nie trafia tu nic. I choć jest już zdecydowanie lepiej, dzięki temu że wypracowałem sobie (przynajmniej od strony twórczej) środowisko które nie ma już żadnego tarcia - otwieram, wpisuje i publikuje. Zrezygnowałem już nawet z kroku poprawy redaktorskiej, może z szkodą dla czytelności ale aby było co czytać najpierw musi coś powstać. Co zabawne odkrycie platformy która ma 26 lat i tyle też jest dostępna za calkwice darmo ... W ekosystemie za którego powerusera się uważam to trochę dziwna historia ale może zawsze odstraszała mnie cześć frontendowa ale jak się okazuje przy minimalnym skillu do opanowania. Miałem pecha i każdy blog postawiony na bloggerze na którego trafiłem wygladał ...

Trochę decyzji, trochę porządków

Wracam do totalnego uproszczenia. Przeszedłem na platformę blogger.com – rocznik 1999, rok produkcji. Prościej się już chyba nie da. Po drodze zaliczyłem poważny mariaż z Astro, GitHubem, Cloud Pages, bawiłem się w antigravity i wieczne dostosowywanie szablonów pod swoje potrzeby. Problem w tym, że bardziej skupiałem się na budowie technicznej, niż na samej treści. Nie jestem deweloperem, nie muszę tu nikomu sprzedawać swojego skilla. Chciałem po prostu pisać o swoim życiu i pomysłach na nie, a nie o kolejnych „giga wyzwaniach” technologicznych. Poniżej notatki, które leżały w szufladzie od października 2025, a które wciąż definiują to, co tu się będzie działo. Po pierwsze i chyba najważniejsze: będę tu pisał w ojczystym, polskim języku. Pomysł z blogiem po angielsku miał wspierać moją naukę, dorzucić warstwę anonimowości i odciąć się od lokalnego piekiełka – klient anglojęzyczny jest zazwyczaj mniej awanturujący się, a u nas bywa różnie, zwłaszcza że planuję niebawem uruchomić komenta...